Wschodnie ciało, zachodni umysł ~ recenzja książki Anodei Judith
To czego szukamy jest samą istotą tego, kto szuka…
O czakrach napisano naprawdę wiele, jeszcze więcej przeinaczono, tracąc źródłowy kontekst, który przez lata ewoluował od tantrycznych odniesień przez formę dostrojoną do tworzonej przez nas rzeczywistości.
W dzisiejszych czasach mamy dużo dostępnych treści o czakrach oraz ich przejawianiu się w naszej codzienności. Mimo całego mistycyzmu wokół, samo słowo oznacza „krąg”, „dysk”, „koło”. W sanskrycie ćakra oznacza właśnie koło lub dysk, a w tradycjach hinduistycznych i buddyjskich zaczęło oznaczać także subtelne centra energii w ciele. Etymologicznie słowo to prowadzi nas jeszcze głębiej, ponieważ wiąże się z ruchem obrotowym, cyklem, powracaniem, ale też po prostu ruchem życia, który spiralnym ruchem wraca nas do jakiegoś punktu, ale już z inną świadomością.
Koło natomiast swoją formą prowadzi nas już w obszary Świętej Geometrii, gdzie jest jednym z fundamentalnych symboli. Reprezentuje doskonałość i harmonię ze względu na swoją idealną, symetryczną strukturę. Uosabia jedność i całość jako niepodzielna forma, boska jedność obejmująca naszą rzeczywistość. W wielu kulturach i tradycjach koło jest narzędziem transformacji, ponieważ reprezentuje cykle narodzin i śmierci. Nieustanny taniec wielu rzeczywistości.
I tutaj warto zatrzymać się na chwilę przy samej etymologii, bo słowo czakra nie jest tylko nazwą jakiegoś punktu w ciele. Ono już samo w sobie zawiera ruch, który może być trudno nam złapać w ogólnym zrozumieniu. Energetycznie możemy przepuścić przez siebie znaczenie jako cykl, który powraca lub jako centrum, wokół którego organizuje się doświadczenie. Dlatego kiedy mówimy „czakra”, dotykamy jednocześnie symbolu, funkcji i doświadczenia. Ale przez lata kulturowo słowo to rozproszyło się przez różnego rodzaju uproszczenia. A ma ono w sobie o wiele większy ruch, historię i warstwę metaforyczną.
W tradycjach indyjskich koło pojawia się również jako koło dharmy, koło czasu, życia i przemian. W buddyzmie bhavacakra oznacza koło stawania się, czyli cykl narodzin i śmierci. I dlatego czakra jako koło nie jest tylko „punktem energetycznym”, jak często dziś się ją upraszcza. Jest bardziej bramą pomiędzy tym, co cielesne, psychiczne, symboliczne i duchowe. Jest miejscem przecięcia niekończących się linii bezczasu. Miejscem, które organizuje doświadczenie człowieka.
O pierwszych wzmiankach o czakrach dowiadujemy się z tradycji indyjskich, przede wszystkim z kontekstów jogicznych i tantrycznych, gdzie są najczęściej opisywane jako wiry energii w naszym ciele. Jednak pełne zrozumienie i przekaz mają o wiele szerszy wydźwięk, zwłaszcza kiedy pamiętamy, że dawniej wiedza była przekazywana fonetycznie, przez obecność nauczyciela i przede wszystkim doświadczenie. To nie była wiedza w naszym współczesnym rozumieniu, zamknięta w definicji i przypisie. A skoro była żywa, mogła być też modyfikowana i interpretowana w zależności od osoby, która tę wiedzę przekazywała.
Ten tradycyjny przekaz był z pewnością modyfikowany niejednokrotnie, jednak zweryfikować możemy to jedynie przez własne subiektywne doświadczenie zjawiska czakry w naszym ciele. Nazywam odczyt ten „zjawiskiem”, ponieważ czakra jawi nam się na wielu różnych poziomach i może kontaktować się metaforą lub symbolem. Im głębiej dotykamy tego doświadczenia, tym bardziej zaczynamy dostrzegać, jak wszystko jest ze sobą połączone, a słowo jest formą, która reprezentuje pewien rodzaj energii.
Studiując tematykę czakr w różnych dziedzinach filozofii i przekazu, napotykamy na zrozumienie ich nie tylko jako systemu energetycznego, ale też jako pewnego rodzaju mitologii wewnętrznej. I kiedy piszę „mitologia” mam na myśli język symboliczny, którym człowiek od wieków próbował opisać to, czego nie da się zamknąć formę. Mitologia jest tutaj dla mnie sposobem jej odczytywania.
W tekstach takich jak Upaniszady, Bhagawadgita czy Jogasutry nie zawsze znajdziemy system czakr opisany dokładnie tak, jak znamy go dzisiaj z książek, kursów i współczesnych szkół pracy z energią. I dla mnie, jako nauczycielki wiedzy o czakrach, to ważne, żeby tego nie mieszać. Jogasutry Patańdżalego mówią bardziej o pracy z umysłem, koncentracją, praktyką, poruszeniem świadomości, jak i o tym, co zakrywa nasze widzenie. Bhagawadgita prowadzi nas przez pole działania, dharmy, oddania, poznania i przekroczenia identyfikacji z owocami czynów. Upaniszady z kolei dotykają pytania o Atmana, Brahmana, o to, kim jesteśmy pod powierzchnią osobowości, imienia, funkcji i ciała. To z nich wychodzi tantryczne „tat tvam asi” jako “jesteś tym”, które wyraża jedność Atmana i Brahmana, czyli że najgłębsza istota człowieka jest tożsama z absolutem.
System czakr, zwłaszcza w tej bardziej rozwiniętej formie, jest mocniej związany z tradycjami tantrycznymi i późniejszymi mapami ciała subtelnego. W wielu encyklopediach napotykamy się na opis kundalini jako kosmicznej energii, która w niektórych tantrycznych formach jogi ma spoczywać u podstawy kręgosłupa, a następnie przechodzić przez sześć centrów, czyli czakr, ku siódmemu centrum na szczycie głowy (które z kolei możemy z poziomu energii traktować bardziej jako “wejście” i “wyjście” niż czakrę rozumianą w tradycyjnym rozumieniu).
A jednak wiele tekstów spotyka się w tym samym punkcie, a są nim sposoby mówienia o człowieku jako istocie wielowymiarowej. Istota ludzka stanowi tutaj przestrzeń doświadczenia, w którym spotyka się materia, dusza, pamięć, świadomość i coś, co przekracza osobiste „ja”. I właśnie dlatego czakry mogą być czytane jako mitologia wewnętrzna i jako mapa tego, jak człowiek ewoluuje. Czakry są tutaj dla mnie mapą wewnętrznej ewolucji.
W tym sensie każda czakra może być traktowana jak opowieść. Pierwsza opowiada o przetrwaniu, ziemi, rodzie, bezpieczeństwie i ciele. Druga o przepływie, przyjemności, relacji, emocji i wodzie. Trzecia o ogniu, sprawczości, woli, granicach i mocy. Czwarta o sercu, oddechu, żalu, miłości i zdolności obejmowania przeciwieństw. Piąta o głosie, prawdzie, ekspresji i słowie, które może być albo więzieniem, albo wyzwoleniem. Szósta o widzeniu, intuicji, symbolu, wyobraźni. Siódma o jedności, przekroczeniu osobowego ja i powrocie do tego, co nie jest już naszym osobistym osiągnięciem, tylko głębszym rozpoznaniem.
I tutaj tantra wnosi bardzo ważną jakość, ponieważ nie odcina ciała od ducha. Ciało staje się tutaj świątynią doświadczenia. Dlatego czakry w tym ujęciu są językiem pracy z wcieleniem i tym, jak urzeczywistniamy je poprzez konkretne dostrojenie na polu kwantowym. I być może dlatego współczesny zachodni odbiorca tak mocno potrzebuje tej mapy. Zachodni umysł bardzo często chce zrozumieć, nazwać, połączyć przyczynę ze skutkiem. Chce wiedzieć, dlaczego ciało reaguje lękiem, dlaczego głos się zaciska, dlaczego serce się zbroi, dlaczego “wolna” wola zamienia się w kontrolę, a intuicja w projekcję. Wschodni przekaz daje symbol, rytuał, obraz, energię. Zachodni umysł potrzebuje psychologii, żeby móc ten symbol osadzić w doświadczeniu osobowości, traumy, relacji, rodziny, rozwoju i mechanizmów obronnych.
I tutaj pojawia się tytuł, który sam w sobie jest już swego rodzaju kwintesencją: Wschodnie ciało i zachodni umysł. Ciało, które pamięta więcej niż może zrozumieć i Umysł, który próbuje zrozumieć to, co ciało od dawna niesie. Wschód przynosi mapę energii, Zachód przynosi język psychiki. A pomiędzy nimi jest człowiek, który stanowi całe spektrum doświadczeń.
Tym samym możemy przejść do najnowszej książki Anodei Judith „Wschodnie ciało, zachodni umysł. Psychologia a system czakr jako droga do Jaźni”. Na książkę tej autorki natknęłam się pierwszy raz lata temu i były to „Koła Życia”. Dziś wracam do jej treści po latach w nowej książce, która dotyka systemu czakr w przystępny dla zachodniego umysłu sposób.
Anodea Judith jest autorką, nauczycielką, terapeutką i jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób popularyzujących system czakr w świecie zachodnim. Jej oficjalne biografie podają, że posiada tytuły magistra i doktora w obszarze psychologii oraz zdrowia, jest również nauczycielką jogi E-RYT 500 i założycielką Sacred Centers. Trzeba jednak rzetelnie zaznaczyć, że oficjalne opisy często mówią ogólnie o stopniach z psychologii i zdrowia, natomiast bardziej szczegółowe źródła wskazują, że jej magisterium dotyczyło psychologii klinicznej w Rosebridge Graduate School of Integrative Therapy, a doktorat zdrowia i usług społecznych/ mind-body health był związany z Columbia Pacific University. Warto też uczciwie dodać, że Columbia Pacific University było uczelnią nieakredytowaną, choć funkcjonującą w swoim czasie jako niestandardowa szkoła kształcenia na odległość w Kalifornii. Dlatego pisząc o niej jako o psycholożce, dobrze zachować precyzję, że jest autorką i terapeutką pracującą na styku psychologii somatycznej, jogi, duchowości i systemu czakr, ale jej akademickie zaplecze nie jest tym samym, co klasyczna ścieżka psychologa klinicznego w rozumieniu współczesnych standardów uniwersyteckich.
Mimo to na świecie cieszy się ona popularnością i uważam, że poziom kalibracji tej książki może wnieść poszerzenie do nadajnika odbiorcy, w przystępny sposób. Ale od razu dodam, żeby nie przyjmować wszystkiego bezkrytycznie, a raczej potraktować tę książkę jako klucz do samodzielności (chociaż wiem, że w czasach współczesnej technologii mięsień samodzielności zanika). Judith jednak mimo wszystko próbuje stworzyć pomost, który nie niesie ze sobą kodów akademickich, ale skalibrowaną do zachodniego umysłu duchowość, w którym spotyka się doświadczenie człowieka jako istoty wielowymiarowej.
I tutaj warto odnieść się do podtytułu: „psychologia a system czakr jako droga do Jaźni”.
Samo słowo Jaźń niesie ogromny ładunek. W psychologii może kojarzyć się z głębszym centrum osobowości, z tym, co przekracza ego, z bardziej całościowym wymiarem człowieka. Odniosę się tutaj do jednego z moich ulubionych autorów, właśnie dlatego, żeby nie wprowadzać w błąd odbiorcy, który spotyka się z tego rodzaju terminami pierwszy raz.
U Hawkinsa Jaźń nie stanowi bardziej rozwiniętej osobowości. Używa on pojęcia Self / Jaźń w sposób niedualny, jako rzeczywistość świadomości, która przekracza osobowe ego, indywidualną tożsamość i przywiązanie do myśli. Wielokrotnie wskazuje się, że zajmuje się ona ewolucją świadomości, ego oraz transcendencją ego w kierunku duchowej Rzeczywistości Oświecenia i Obecności Boskości.
Idąc filozofią Hawkinsa, droga do Jaźni nie jest więc drogą w klasycznym sensie, bo nie polega na tym, że osobowość „dochodzi” gdzieś po kolejne osiągnięcie. To bardziej proces rozpoznawania tego, co już jest, ale zostało zasłonięte przez identyfikacje, przekonania, emocje, pozycje ego, mechanizmy obronne i przywiązanie do osobistej historii. W omówieniach jego nauczania pojawia się wątek, że praca duchowa polega na rozpoznawaniu, uwalnianiu i poddawaniu przywiązań do myśli, opinii, wspomnień i pozycji ego, aby odsłoniła się nieprzesłonięta świadomość Jaźni.
Dlatego kiedy czytam podtytuł „jako droga do Jaźni”, zatrzymuję się przy słowie droga. Bo jeśli spojrzeć na to przez Hawkinsa, to nie jest droga w znaczeniu przemieszczania się z punktu A do punktu B, ani też duchowy awans. Tylko bardziej rozpuszczanie tego, co przeszkadza widzieć. I to bardzo ciekawie łączy się z systemem czakr, bo każda czakra może pokazywać miejsce, w którym ego tworzy napięcie, lęk, obronę, kompensację albo utożsamienie. A jednocześnie każda może być bramą powrotu do prostszego, bardziej prawdziwego kontaktu ze sobą. W tym sensie książka Anodei Judith nie musi być czytana jako ostateczna prawda o czakrach. Można ją czytać jako mapę, która prowadzi, porządkuje, ale nie zastąpi osobistego doświadczenia.
I może właśnie dlatego ten tytuł jest tak trafny. Wschodnie ciało, zachodni umysł, ponieważ nasze ciało nie potrzebuje ciągłych teorii, a umysł nie zawsze potrafi w pełni zaufać doświadczeniu. Potrzebujemy więc języka, który nie zabije tajemnicy, ale też nie ucieknie od rzetelności. I być może właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa rozmowa między psychologią a systemem czakr jako próbą spotkania tego, co w nas wschodnie, cielesne, symboliczne i energetyczne, z tym, co zachodnie, analizujące, porządkujące i szukające sensu.
Przechodząc przez książkę Anodei Judith widzę uporządkowanie i odczuwam poszerzenie przez kolejne jakości tego doświadczenia. Od ciała, przez emocje, przez moc, przez serce, głos, wgląd aż po otwarcie i czuję w tym pewien rodzaj dostrojenia do współczesnego odbiorcy, który potrzebuje struktury i nazwania. Jednocześnie pod tym wszystkim płynie coś bardziej subtelnego, coś czego nie zamkniemy w konkretnym rozdziale, bo to odbywa się bardziej na linii czucia.
Piszę to też z miejsca własnej praktyki i prowadzenia kursów nauczycielskich o czakrach, gdzie staram się przekazywać wiedzę możliwie źródłowo, z szacunkiem do tradycji i kontekstu, do tego, co niesie się przez lata doświadczenia i praktyki. A jednocześnie mam w sobie dużą otwartość na tego rodzaju poszerzenie, bo widzę jak zmieniają się czasy i zmieniamy się my, zmienia się język, sposób odbioru i przede wszystkim potrzeba łączenia światów.
I gdzieś w tym wszystkim pojawia się we mnie słowo kalibracja, bo kontakt z taką książką nie jest dla mnie jej przyjęciem lub odrzuceniem, tylko bardziej spotkaniem z określonym poziomem częstotliwości przekazu, który albo rezonuje i otwiera kolejne przestrzenie rozumienia, albo zostaje gdzieś obok, czekając na inny moment. W tym sensie czuję, że ta książka niesie ze sobą pewne dostrojenie, które może być bardzo wspierające, szczególnie dla osób, które potrzebują języka bliższego zachodniemu sposobowi myślenia, bardziej osadzonego w psychologii, w opisie procesów, w nazwaniu tego, co dzieje się wewnątrz człowieka.
Czytając ją głębiej, mam też wrażenie, że niesie ona ze sobą pewien poziom channelingu rozumianego jako zapis określonego momentu w polu świadomości, pewien fraktal, w którym duchowość zaczyna być tłumaczona językiem psychologii, a psychologia zaczyna dotykać obszarów wcześniej uznawanych za nienazwane. Ten przekaz jest tutaj kolektywny, wpisany w moment, w którym próbujemy zrozumieć siebie bardziej wielowymiarowo.
W tym wszystkim naturalnie pojawia się refleksja o koncepcjach, które porządkują doświadczenie, bo system czakr w takim ujęciu jest również koncepcją i sposobem czytania rzeczywistości. A im bardziej jesteśmy do tych koncepcji przywiązani, tym bardziej zaczynają one zawężać percepcję zamiast ją otwierać, podczas gdy ich rozpuszczenie pozwala na większą obecność i bezpośredniość doświadczenia.
Czytając fragmenty dotyczące nadmiaru i niedoboru w czakrach jest we mnie kawałek, który chce je sprostować, ponieważ w rozumieniu energetycznym czakra nie może być w niedoborze lub nadmiarze – jej ekspansja jawi się przez guny oraz dostęp lub brak wewnętrznej świadomości. Ale jednocześnie mam w sobie zrozumienie dla języka, którym posługuje się autorka, ponieważ w takim ujęciu łatwiej jest opisać procesy zachodzące w psychice i ciele. I być może właśnie dzięki temu, że łatwiej je tak uchwycić i nazwać, przekaz będzie mógł trafić do osób, które dopiero wkraczają na tę ścieżkę, a jednocześnie zweryfikować samodzielność tych, którzy już trochę nią podążają. Ale o tym są dla mnie właśnie czakry – o drodze, a nie celu samym w sobie. I ta książka z pewnością może zabrać nas w podróż, która będzie pisać się w trakcie stawiania kolejnych kroków. I dla każdego proces ten będzie jawił się inaczej.
Książka “Wschodnie Ciało. Zachodni umysł” Anodei Judith jest dla mnie też o języku, który próbuje przybliżyć to, co nieuchwytne, ale też pokazuje mi, jak przez lata swojej ścieżki, ale też nauczania o czakrach, rozpuściła się we mnie pewna forma oporu i reaktywności na treści o tej tematyce, które nie są spójne ze źródłowym przekazem. Mogę więc z serca powiedzieć, że spełniła ona swoje zadanie wskazując mi drogę ewolucji, którą przeszłam. W tym przepływie spotykają się dla mnie dwa porządki – doświadczenie i interpretacja. A prawda jest taka, że czakra jest doświadczeniem i przeżyciem i każdy z nas będzie ją czytał przez swoje pole kwantowe. Dlatego możesz potraktować tę lekturę jako kolejny klucz na spirali bezczasu i odpamiętać to, co ma wyłonić się przez mapę Twojej osobistej ewolucji.
~ Katarzyna Szymańska Jogisza