Rytuał narodzin bębna szamańskiego

kw. 22, 2022

 

Nieczęsto dzielę się tutaj aż tak osobistymi historiami, ale poczułam, że chcę puścić tę opowieść dalej w świat, nadać jej ruch i pozwolić płynąć.

Odkąd poczułam, że chcę upamiętnić ważną dla mnie rocznicę i z tej okazji podarować sobie bęben, popłynęłam z tą intencją w zaufaniu. Zależało mi, aby zaczął się on rodzić w dzień rocznicy, w Nów w Rybach, ale wiadomo że zaczęło się to o wiele wcześniej. Dlaczego wtedy? Nów w Rybach był tym Nowiem, w który przestałam po wielu latach brać tabletki antykoncepcyjne (i w żaden sposób nie oceniam tego, czy ktoś je bierze, czy nie, ja czułam po prostu, że dłużej tak nie mogę i mnie to od czegoś odcina – to moja perspektywa i doświadczenie). Od tamtej pory powiedziałam sobie, że w każdy Nów w Rybach (mimo iż dokładna data jest już zupełnie inna, wiadomo, że z roku na rok Nowie nie wypadają tego samego dnia) będę robić sobie jakiś prezent, aby uhonorować siebie, jako kobietę. Również mój Księżyc w tym samym znaku pokierował mnie wtedy w tej decyzji – świadomie, nieświadomie. W tym roku poczułam, że chcę podarować sobie bęben, właśnie z intencją cykliczności, podążania z rytmem Natury. Jest to temat, który eksploruje od dawna i każde głębsze zanurzenie jest dla mnie bardzo transformujące. 

Bęben jest instrumentem, towarzyszem, bardzo bliskim memu sercu. W wieku nastoletnim sześć lat grałam na perkusji, od dziecka rytmiczne instrumenty były tymi, które wołały moje serce. Również kształt bębna – okrąg, najczystsza, najprostsza i obejmująca najwięcej forma. Także symbol płodności, pełni, połączenia. Bęben wezwał mnie jeszcze zanim zaczął powstawać. Zaufałam temu i… się zaczęło 😉

Odkąd Michał przyjął moje zamówienie obserwowałam swoje ciało, czułam w sobie dużą zmianę. Energetycznie czułam, jakbym była w ciąży, mimo iż brzuch pozostawał płaski, ja czułam jakby rósł i powiększał się. Ten bęben wewnątrz mnie… Taka energia. W Nów w Rybach ta moc była nie do opisania. Ja rodzę – to się dzieje już, teraz. Tego dnia bęben zaczął powstawać w materii. Ten dzień noszę do dziś w swoim sercu. 

Wielu zjawisk nie da objąć się umysłem. Jako bioenergoterapeutka zdaje sobie z tego sprawę, zwłaszcza kiedy próbuję przekazać coś za pomocą słów. Więc dzielę się tym z tego miejsca, które znam i po którym poruszam się w swojej codzienności. Takie to właśnie dla mnie jest 🙂 Ahhh, ta cykliczność… 

Kiedy spotkałam się z bębnem po raz pierwszy, do moich oczu napłynęły łzy poruszenia, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który mam w sobie do dziś, nawet pisząc te słowa 😀 Poprosiłam Michała, aby nie wysyłał mi żadnych zdjęć, bo chcę go zobaczyć dopiero w żywym spotkaniu. Tak, jak kiedy tworzę amulety wiem ile emocji wzbudza spotkanie z nim dopiero po otwarciu, tak sama chciałam tego doświadczyć z tej strony. 

Nie znałam jeszcze jego głosu, a żeby wydać na nim pierwszy dźwięk, chciałam wyruszyć w jakieś miejsce, w którym mogę upamiętnić w swoim sercu. Poczułam las z miejsca, w którym dorastałam. 20 lat temu był on jeszcze gęsty jak droga mleczna, zanim człowiek położył na nim ręce. Na każdym kroku zwierzęta spoglądające z zaciekawieniem. 

To tu widziałam jelenia, pierwszy raz z tak bliska. Miałam kilka lat, przyglądaliśmy się sobie. 

Wyruszając do rodzinnego miasteczka, nieopodal Wrocławia, mijałam swój stary dom, przedszkole i szkołę, a także miejsca, w których uczyłam się pierwszy raz jeździć na rowerze, dróżkę, przez którą mój starszy brat woził mnie na motorze, łąkę, na której mama uczyła mnie zaplatać wianki. Domy dawnych znajomych, na których podwórkach bawiliśmy się. Kiedy zbliżałam się do TEGO lasu czułam jak drży mi serce, czułam jak wibruje bęben, czułam jakbym szła na najważniejsze spotkanie w moim życiu. 

To była Pełnia w Wadze. Dopełnienie.

Pamiętam, jak ten las wydawał się nieskończony. Bez początku, ani końca, zawieszeni między wymiarami, z moją bratnią duszą tworzyliśmy nowe światy. 

Latem dni dłużyły się, a my wśród konarów oglądaliśmy zachód, skąpani promieniami Słońca. Dorastanie w nim było niekończącą się przygodą. 

Czasem po zmroku próbowaliśmy wyczyścić brudne od jeżyn koszulki w leśnym strumieniu, a potem biegiem ruszaliśmy do swoich domów. 

Teraz nie ma już tego strumienia, nas też, strumień wysechł, a fizycznie zostałam na tym świecie tylko ja. 

Czy gdybym poszła wtedy za Tobą, to spotkalibyśmy się przy tym strumieniu? 

Narodziny – śmierć – narodziny i to co pomiędzy. Tym jest dla mnie cykliczność. Dlatego też zabierając ze sobą bęben i tę intencję wyruszyłam do lasu, w którym wszystko się zaczęło i skończyło. A potem znów zaczęło. To tu chciałam wydać pierwszy dźwięk, jak wtedy kiedy śpiewałam z deszczem, wspinałam się na drzewa, zakopywałam kryształy górskie w korzeniach drzew myśląc, że wyrosną z nich nowe światy. Pewnie dalej tam są 🙂 Światy oczywiście 😉 

To w tym lesie gubiłam się właśnie po to, żeby się odnaleźć. To nie jest już ten sam las – on jak rzeka, do której wchodzisz po raz drugi, zmienia się cały czas.

Ta zmiana jest jego i nie jest… Widzę wykarczowane drzewa, jak las zmniejsza się, a na miejsca dawnych zagajników budowane są osiedla. Przeżywam smutek i jednocześnie przyjmuję, że to też jest cykliczność. To dalej las, w którym przez skrzyżowanie Serca Lasu biegłam spóźniona do domu z kijem mocy 😉 

I z tego miejsca i szacunku do Ziemi przyniosłam ze sobą pieśń, której słów nie znałam, ale moje serce znało ją od zawsze. I kiedy wybiłam pierwszy rytm, pierwszy dźwięk na tym bębnie, ta pieśń urodziła się i będzie żyła na długo po mnie razem z Duchami tego miejsca. To ją przynoszę dzisiaj w podzięce. Wszystkie Moje Związki.

 

Prześlij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.